Publikacje uczniów

Magiczne lusterko

opwiadanie napisane przez Zuzannę Jakubowską

W pewien piękny poranek Lili miała mieć swoje 18- ste urodziny. Miało być tak pięknie, ponieważ mieli przyjechać rodzice Lili z podróży, z którymi nie widziała się bardzo długo. Lecz to co miało się zdarzyć odwróciło życie 18- latki do góry nogami. Powiadomiła ją o tym gosposia.

      - Lili, mam dla ciebie smutną wiadomość. - Powiedziała gosposia.

- Nic mi nie może zepsuć mi humoru, ponieważ dziś są moje urodziny. Nareszcie zobaczę się z moimi rodzicami, którzy wracają z Egiptu.

- Wysłuchaj mnie panienko.

- Słucham. Więc mów.

- Lili... twoi rodzice zginęli podczas podróży do domu. Podobno złapali groźną grypę, która panowała w Egipcie. Miałam Ci przekazać list od nich.

Lili zapłakana czytała list z wielkim smutkiem. Pisało w nim...

Droga córko, złapaliśmy śmiertelną grypę. Możemy nie dojechać do domu, ponieważ grypa postępuje szybko, ale wiedz, że oboje Ciebie kochamy i chcemy dla ciebie jak najlepiej. Przyjmij od nas to lusterko. Jest to magiczne lusterko. Jeżeli uwierzysz w magię staną się niesamowite rzeczy.

                                                                       Kochający rodzice

- Gosposiu, czy mogę już iść do swojego pokoju? Chcę pobyć sama. - Szepnęła Lili.

- Dobrze Lili, idź.

Lili wpatrywała się w lusterko przez 3 godziny, aż w końcu ujrzała pięknego, niebieskiego motyla, a zaraz pojawiła się na pięknej polanie, gdzie czekał na nią woźnica.

- Pani... - Powiedział woźnica kłaniając się. -Proszę wsiąść do powozu.

Dziewczyna bez jednego słowa wsiadła. Dopiero po kilku minutach zapytała się woźnicy:

- Gdzie my jedziemy?

-Do lasu, z którego mój syn zaprowadzi Cię do Twojego zamku.

- Mojego zamku? To chyba jakaś pomyłka.

Woźnica zatrzymał powóz przed lasem, wyciągną zwój, a na nim była przyszłość Lili, która miała przywrócić pokój w krainie i zasiąść na tronie, jako królowa Miranii.

- A mogę wiedzieć jak ja przywrócę pokój w tej krainie? - Zapytała Lili.

- Dowiesz się tego w swoim czasie. Teraz idź do mojego syna, który dalej Ciebie poprowadzi.

Woźnica ukłonił się i odjechał. Dziewczyna poszła w stronę młodzieńca, który od razu zakochał się w pięknej, o długich włosach koloru blond Lili. Ksawery ukłonił się i zaniemówił.

- Nie musisz mi się kłaniać, lecz chyba wypadało by coś powiedzieć, nie sądzisz?

- Oj, gdzie moje maniery. Wybacz mi, lecz nie mogłem wymówić słowa, ponieważ oślepiła mnie twoja uroda, Wasza Wysokość. - Odpowiedział Ksawery.

- Nie musisz mi prawić komplementów, ale dziękuję.

- Pójdźmy do moich koni, które są niedaleko stąd. potem pojedziemy w drogę.

- Zgodzę się pod warunkiem, że powiesz mi o co chodzi z tym zwojem.

- Więc... Kilkanaście lat temu, niewiadomo skąd przybyła do nas pewna kobieta z dziecięciem, mężem i siostrą. Zamieszkali w zamku królowej Elizabeth władczyni Miranii. Po śmierci królowej jej ostatnia wolą było żeby na tronie zasiadło małżeństwo, które niegdyś zamieszkało w zamku królowej. Siostra nowej królowej była bardzo zazdrosna, ponieważ to ona chciała władać Miranią. Była ona czarownicą. Spiski wobec pary królewskiej, żeby zasiąść na tronie doprowadziła do ucieczki pary królewskiej razem z ich córeczką. Zła siostra zasiadła wówczas na tronie. Od tamtego momentu zaczęły się mordy i więzienie ludzi w lochach. Miranię opętał mrok i czarna magia. Zła królowa potrafiła władać umysłami innych ludzi. I ty musisz tego zapobiec przebijając jej serce sztyletem, który musimy odnaleźć, bo tylko on ją może uśmiercić.

- Dobrze, ale co ja mam z tym wspólnego?

- Ponieważ to ty jesteś prawowitą następczynią tronu Miranii.

- Ale dlaczego ja?

- Ponieważ to twoi rodzice uciekli z tobą z Miranii, aby Cię ochronić. A teraz wróciłaś i musisz wypełnić swoją misję.

- Czyli moi rodzice byli władcami Miranii. Muszę odnaleźć ten sztylet i ją pokonać. Tego chcieliby moi rodzice, żebym to ja zasiadła no tronie. Więc gdzie jest ten sztylet?

- Jest na dnie jeziora Monrey, w wiosce Katryn.

- Tylko gdzie musimy wyruszyć żeby tam dotrzeć?

- Musimy wyruszyć na północ przechodząc przez las i przemykając się przez wioskę ogarów.

Lili i Ksawery wyruszyli, aby odnaleźć sztylet ale już w wiosce ogarów pojawiły się pierwsze kłopoty. Zauważył ich jeden z ogarów. Na początku chciał ich zjeść ale na szczęście mieli coś w zanadrzu.

- Widać, że jesteś głodny. - Powiedział Ksawery. - Mamy dla ciebie jedzenie jest na moim koniu.

- Ale tam są same warzywa. Czy ty myślisz, że najem się nimi? Wolę was zjeść. - Krzykną ogr.

Już wkładał ich do swojej buzi. W ostatniej chwili Ksawery wyciągną nóż i wbił go w oko ogra. Lili i Ksawery szybko wsiedli na konia i odjechali. Lili bardzo spodobało się zachowanie młodzieńca, ona zaczęła się zakochiwać w młodzieńcu. Po długim dniu jazdy nareszcie dojechali do jeziora. Na początku dziewczyna chciała płynąć aby odnaleźć sztylet, lecz Ksawery powiedział:

- Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.

- Dobrze, idź już. Tylko uważaj na siebie. - Rzekła Lili i pocałowała Ksawerego w policzek.

Ksawery uścisną Lili i popłyną w głąb jeziora. Nagle oślepiło go niebieskie światło, które biło od sztyletu. Po chwili zanurkował. Długo się nie wynurzał. Lili już myślała, że Ksawery zginą. Nagle wynurzył się trzymając w ręku sztylet z niebieskim diamentem. Dziewczyna rzuciła się na niego mówiąc:

- Nigdy więcej mi tak nie rób. Myślałam, że zginąłeś.

- Lecz jestem. Przyjmij ten sztylet. Musimy jechać dalej.

- Nie. Najpierw musisz się wysuszyć rozpalmy ognisko i się ogrzejmy.

- Mam pomysł wyciągnę moją gitarę i zaśpiewam dla Ciebie.

- Bardzo miło z twojej strony.

Niebo stawało się coraz bardziej ciemniejsze i pojawiały się gwiazdy, a chłopak i dziewczyna zasnęli przytuleni pod gołym niebem. Następnego dnia wyruszyli do zamku. Po długiej jeździe konno zauważyli ogromny zamek, nad którym były ciemne chmury. Musieli zrobić sobie przerwę, ponieważ białe konie musiały odpocząć. O świcie wyruszyli do zamku, którego broniła straż krokodylowa. Lili wzięła jeden z mieczy Ksawerego i razem pobiegli zgładzić straż. Potem szybko popędzili na górę poszukać złej królowej. Nie wiedzieli jednak Oni, że królowa przewidziała ich przyjście. Lili i Ksawery weszli do sypialni złej królowej. Leżała na łóżku. Ksawery od razu przebił jej serce. Jednak zapomniał, że musi to zrobić magicznym sztyletem i okazało się, że tam była jej kukła . Zanim się oglądną Lili już nie było. Zła królowa ją porwała, aby zabić ją, ponieważ wiedziała, że Lili chce zająć jej miejsce na tronie. Królowa przywiązała Lili do stołu, gdzie chciała zabić dziewczynę, aby już nikt nie przeszkodził jej w czynieniu zła. Lili krzyczała:

- Ksawery, Ksawery, pomóż mi.

Ksawery usłyszał głos dziewczyny i szybko pobiegł w jej stronę. Zła królowa zakneblowała usta Lili czerwoną chustą, aby ta nie wymówiła słowa. Gdy już miała zamachnąć i wbić nóż w serce Lili, Ksawery odwrócił uwagę złej królowej. Lili miała czas, aby sztyletem rozciąć liny, którymi była przywiązana. Nieświadoma królowa mówiła do Ksawerego:

- Już mnie nie pokonasz, zaraz przebiję jej serce i nic już mi nie stanie na drodze.

- Mylisz się. - Odpowiedział Ksawery.

Królowa odwróciła się, zamachnęła i przywaliła w drewnianą deskę, z której uciekła Lili. Królowa nie wiedziała o co chodzi. Zanim się odwróciła sztylet przebił jej serce, który wbiła Lili korzystając z nieuwagi królowej. Jej ciało zamieniło się w czarny pył.

    Kilka dni później ogłoszono Lili jako nową królową Miranii. Nadano jej przydomek Waleczna. Gdy Lili w białej sukni z długim welonem szła ze swoim narzeczonym, Ksawerym do ołtarza szepnęła mu:

- Na dobre i na złe.

Potem wszyscy żyli długo i szczęśliwie. Koniec . . .

Świat za drzwiami

opowiadanie napisane przez Sylwię Szydlik

 Był piękny, letni dzień. Dla Oli Krawczyńskiej ten dzień był naprawdę cudowny, ponieważ właśnie tego dnia miało się odbyć zakończenie roku szkolnego w szkole podstawowej, do

której chodziła Ola.Dla wszystkich dzieci był to dzień szczęścia; dzień, w którym kończył się rok szkolny, a jednocześnie zaczynały się dwa wspaniałe miesiące, podczas których mogły odpocząć

od nauki; od wstawania wcześnie rano; od wcipskich koleżanek oraz dokuczających kolegów. Od rozpoczęcią tych dwóch wspaniałych miesięcy dzieliły je tylko minuty.

            W tej właśnie chwili pani dyrektor wypowiadał ostatnie słowa:

             - ... no, więc dzieci dziękuję wam za dziesięć miesięcy wspaniałej, owocnej nauki i życzę wam udanych wakacji. Życzę wam przede wszystkim wakacji spędzonych w towarzystwie

rodziny, przyjaciół; nawet jeśli byłyby one spędzone w domu, przy niezbyt ładnej pogodzie - czego czywiście wam nie życzę. I życzę wam jeszcze śmiałego powrotu do szkoły i chęci do powrotu

do szkoły. I, tak na koniec - żeby już nie przedłużać - życzę klasie VI wspaniałego rozpoczęcia nauki w gimnazjum - to było ostatnie zdanie wypowiedziane przez panią dyrektor.

            Po jej słowach wszyscy zaczęli klaskać, rozległy się wiwaty, krzyki ze strony 2- go i 3-klasistów. Wszyscy udali się do klas, w których uczyli się w tym roku. Dzieci z zerówki -zamiast

słuchać swojej wychowawczyni- cieszyły się ostatnimi chwilami z zabawkami, które były w ich klasie. W przyszłym roku szkolnym nie zobaczą już tych pluszaków, samochodzików oraz

lalek, którymi bawiły się podczas chwil spędzonych w szkole: są coraz starsi, więc w przyszłym roku szkolnym będą już w pierwszej klasie.

            Klasa szósta - do której chodzi także Ola - była nadzwyczaj smutna. W końcu żegnali się ze swoją szkołą, być może na całe życie. Od razu po wejściu do klasy

wychowawczyni, pani Wrońska zaczęła przemowę;

             - Drogie dzieci, chciałam wam przekazać kilka ważnych słów, które pomogą wam lepiej zacząć naukę w szkole gimnazjalnej. Wiem, że idziecie do różnych szkół, oddzielonych od siebie.

Wiem też, że wiele przyjaźni zostanie rozdzielonych - z tego powodu jesteście pewnie bardzo smutni, może zmartwieni, ale wiem także, że sobie poradzicie na tej nowej drodze życia. Nie mówię

tak, bo chcę was pocieszyć; mówię tak, ponieważ uczę was od kilku dobrych lat, poznałam was, widziałam, jak dorastacie; jak z małych dzieciaczków z zerówki staliście się prawie już dorosłymi

ludźmi. I chcę wam powiedzieć - szczególnie dziewczynom - żebyście nie płakały, ponieważ nie jest to smutna chwila: dzisiaj rozpoczynacie przecież wakacje! Na koniec powiem wam jedno:

kiedy poczujecie smutek, ból, gniew pomyślcie o tych dobrych chwilach przeżytych w podstawówce. Uwieżcie: to naprawdę pomaga... Yyy... No, więc teraz rozdam wam wasze świadectwa:

Julia Adamczyk... Bartosz Dębski... Kamil Górski... Izabela Jakubik... Aleksandra Krawczyńska... Wojciech Kruk... Małgorzata Lembicka... Wiktoria Makowska... ....

            Podczas, gdy pani Wrońska wyczytywała resztę uczniów, Ola ze swoimi przyjaciółkami: Gosią Lembicką, Mają Wrześniak i Julią Adamczyk usiadła w ławce i zaczęła, szeptem rozmawiać

o wakacjach i o tym, co może się wydarzyć po wakacjach; w gimnazjum. Dziewczyny nie cieszyły się, ponieważ każda szła do innego gimnazjum.

            Po rozdaniu świadectw, kilku pamiątkowych zdjęciach i pożegnaniu się z wychowawczynią i pozostałymi nauczycielami Ola i jej przyjaciółki rozeszły się do swoich domów. Niestety nie

mogły spędzić ze sobą więcej czasu, ponieważ każda z nich jechała w inne miejsce: Maja jechała z rodzicami do dziadków, do Szwecji, Julia w pierwszy dzień wakacji jedzie na kolonie, na

miesiąc, Gosia ze swoimi rodzicami stwierdziła, że w wakacje wybiorą się na podróż dookoła świata. Tylko Ola zostaje w domu na całe wakacje, ale akurat w ten dzień jedzie, wspólnie z rodzi-

-cami do sklepu meblowego, żeby kupić nowe meble do jej pokoju. Cieszy się, chociaż bardziej chciałaby pojechać na jakąś wycieczkę, do dziadków, nawet jeden dzień na plaży sprawiłby,

że wakacje Oli  i jej siostry, Pauliny byłyby przyjemniejsze. Niestety, rodzice dziewczyn pracują całe wakacje i nie mogą w ten czas wyjeżdżać. W czas wakacji do domu państwa Krawczyńskich

przychodzi ciocia Oli i Pauli, Hanna. Z nią wakacje są zabawniejsze i dziewczyny mają więcej zabawy, ale to i tak za mało...

            Po zakończonych zakupach rodzina wróciła do swojego domu. Meble miały być przywiezione następnego dnia, więc Ola, jej siostra i mama mają czas, aby zrobić trochę miejsca w poko-

-jach sióstr.

            Kolejnego dnia rano meble były już na miejscu. Tata Oli i jej siostry przestawił meble i zaraz po tym wyszedł do pracy. Pół godziny później mama dziewczyn także poszła do swojej pracy i

siostry zostały same, lecz nie trwało to długo, ponieważ chwilę potem do domu weszła ciotka dziewczynek. wszystkie chwilę porozmawiały, po czym Ola poszła do swojego pokoju, żeby

poukładać swoje ubrania, drobiazgi oraz inne przedmioty w szafach, szufladach i na półkach.

            Po dwóch godzinach prawie wszystkie rzeczy Oli były już w szafkach, na swoim miejscu. Została tylko jedna pusta szafa. Dziewczyna otworzyła ją i już miała zacząć wkładać tam

ubrania, gdy we wnętrzu szafy zauważyła coś podobnego do klamki. Nie wiedziała, co to jest, ale coś podpowiadało jej,żeby weszła do szafy i sprawdziła, co kryje się za tajemniczymi

drzwiami - Ola uważała,że wszystko, co ma klamkę jest albo drzwiami albo oknem. Dziewczyna nie myślała długo: weszła do szafy i pociągnęła za klamkę... Drzwi otworzyły się i Ola wpadła do

miejsca, ktore było za tajemniczymi drzwiami.

            Ola ujrzała piękną krainę;  niebo było bezchmurne, a na nim widniało słońce. To nie było takie zwykłe słońce: wyglądało jak połowa pomarańczy! Drzewa też nie były zwykłe: rosły na

nich, jakby diamenty, rubiny złote sztabki! Ola przeszła kilka kroków. Na krzakach zauważyła pieniądze. To były prawdziwe pieniądze!!! Zamiast kwiatów, na łodygach rosły monety! Ola myślała,

ze to sen, ale gdy otarła oczy cały czas była w pięknej krainie z kosztownościami na drzewach i krzakach.

             - To chyba sen! - mówiła sobie Ola - To nie może być prawda, że pieniądze rosną na drzewach! Na świecie nie ma takich drzew!

            W tej samej chwili koło dziewczyny przeszło kilkadziesiąt małych krasnali. Jeden z nich powiedział do Oli:

             - Hej, czemu tak stoisz?! Weż koszyk i zbieraj, bo nie zdążymy tego wszystkiego zebrać do kolacji!!! ... A tak właściwie: ty jesteś stąd? Nie widziałem cię tu wcześniej.

             -  Nie, nie, nie mieszkam tu. Jestem Ola; z Polski. Co to za miejsce?!? Gdzie ja jestem? - martwiła się Ola.

             - Jestes w Nurii!!! - opowiadał krasnal - A ja jestem Otor. Jesteśmy właśnie w sadzie pieniędzy. Tam, obok jest sad warzyw i owoców, a zaraz potem sad ksiąg. Rosną tam

najciekawsze książki w całej Nurii. Codziennie, z każdego drzewa spadają książki z poprzedniego dnia, a rosną nowe, piękne księgi ze świeżymi okładkami. Nasz król, Saldon jest bardzo hojny

i dobry dla wszystkich mieszkańców Nurii: co dwa dni wysyła grupkę swoich strażników, aby sprawdzili komu w krainie brakuje jedzenia czy ubrań; jeśli komuś czegoś brakuje, król daje

to ze swego pałacu. Takiego króla jeszcze nie mieliśmy: jest miły, uprzejmy, pomocny... tak mógłbym wymieniać cały dzień, ale muszę pracować. Mam pytanie: pomożesz nam? Mamy całe trzy

sady do zebrania, a to i tak nie wszystko! Zbieramy tak codziennie od 120 lat. Wiem, to może się wydawać długo, ale tu, w Nurii czas leci szybciej. Ta praca wydaje się męcząca, ale taka nie

jest. Gdy ktoś chce odpocząc: odpoczywa, kiedy ktoś jest głodny może zjeść coś z naszych zbiorów. Jest tego tak dużo, że starczy dla wszystkich. Nawet, gdyby każdy najadł się do syta, starczy-

-łoby jeszcze dla wszystkich mieszkańców krainy. A, właśnie: jesteś głodna? Jeśli tak, weż sobie kilka naszych owoców. Możesz także wziążć dwa lub więcej owoców i "wcisnąć" je w siebie.

Wtedy połączą się w jeden owoc tworząc nowy smak. Cudowne, prawda?... trochę się zagadałem. Wracam do pracy.

             - Chwila, chwila... Macie tu jakieś sady książek, pieniędzy... żyjecie po 120 lat, a wasze owoce można łączyć?!? Nie, to niemożliwe - mówiła z przekonaniem Ola.

             - To w 100% prawda - powiedział wzburzony Otor - Jeśli mi nie wierzysz, uszczypnę cię. Możesz też zamknąć oczy, powiedzieć: "To tylko sen", a potem otworzyć oczy. Wtedy zobaczysz,

że to prawda.

             - Nie, nie będę zamykać oczu! Nie masz też mnie szczypać! - wrzeszczała Ola - Proszę cię: pomóż mi wydostać się stąd.

             - Ale stąd nie ma wyjścia. Jeśli naprawdę chcesz się wydostać z Nurii, musisz pójść na Czarną Górę. Tam stoi zwierciadło. Stań obok niego i wypowiedz życzenie. Na pewno się spełni.

Muszę cię jednak ostrzec: czeka cię długa droga i niebezpieczeństwa czychające na niej - Otor ostrzegał Olę - Właściwie, to mógłbym ci pomóc, ale nie jestem pewien, czy chcę pójść na Czarną

Górę. Hmmm...

             - Wiesz, jak tam dojść?!? Proszę, pomóż mi, zaprowadź mnie tam! - prosiła dziewczyna - obiecuję, że, gdy wrócę do domu, już nigdy mnie nie zobaczysz i nie będziesz miał problemu.

Proszę!!!

             - No... - myślał krasnal - Dobrze, zaprowadzę cię na Czarną Górę. Tylko musisz mi obiecać jedno: nie będziesz aż tak dużo narzekać.

             - Dobrze. Nie będę narzekać - zgodziła się Ola - Dziękuję ci bardzo.... Może pomogę tobie i twoim kolegom w zbieraniu?

             - Nie musisz się nawet pytać. Weż kosz i zbieraj. Pójdź tam: koło tego drzewa z rubinami - radził Otor - Gdy nam pomożesz, zbierzemy to wszystko w krótkim czasie i nawet na obiad

zdążymy.

             - Dobrze, już biorę się do pracy - powiedziała Ola.

            Po skończonej pracy, Ola oraz krasnale udali się do domów stworzeń. Ola - z racji tego, że była gościem w krainie - udała się do chatki Otora, "króla" krasnali. Miała mnóstwo pytań

związanych z Nurią.

             - Czy są tutaj też inne stworzenia oprócz was?

             - Tak -odpowiedział Otor - są tu olbrzymy, nimfy, mówiące zwierzęta. Każda 'grupa' ma swój wyznaczony teren, na którym mieszkają, mają swoje lasy, sady; pracują. Robią to, co my.

             - Gdzie mieszka wasz król? - dopytywała się Ola.

             - W centralnej części krainy. Król chce mieć blisko do swych poddanych, a z centrum Nurii jest wszędzie blisko.

             - Powiedz mi coś jeszcze o swojej krainie - prosiła dziewczyna.

             - Hmmm... - myślał krasnal - niektóre stworzenia zajmują się magią; wyczarowują sobie jedzenie, pomagają sobie magią przy sprzątaniu, przestawianiu mebli. Nam, krasnalom nie potrzebna jest magia.

Wolimy sami zapracować na to, co jemy; wolimy sami gotować, sprzątać. A jak jest u ciebie, w Polsce? Jest tak, jak u nas, w Nurii?

             - Nie, jest zupełnie inaczej -opowiadała Ola- Mamy sklepy, w których kupujemy jedzenie, mamy samochody, rowery, łodzie, samoloty i inne pojazdy. Jeździmy nimi do szkoły, dorośli do pracy. Są także

szkoły, w których się uczymy. Ja - na przykład - za dwa miesiące idę do gimnazjum-szkoły po szkole podstawowej. Nie cieszę się, bo moje trzy przyjaciółki i ja idziemy do innych gimnazjów. Będę sama wśród tylu

nieznajomych! Nie wiem, jak sobie poradzę...

             - Nie możesz się bać rzeczy i sytuacji, w których nie byłaś, których nie doświadczyłaś. Nie wiesz, jakie są dopóki sama ich nie "sprawdzisz". Najpierw poznaj, jakie jest to, czego się obawiasz. Poznaj

dobre strony tego "gimnazjum" -słowa wypowiedziane przez Otora wzruszyły Olę.

            Po tej rozmowie wszyscy poszli spać. Ola śniła o nowym roku szkolnym, w gimnazjum. Nie były to koszmary, tylko piękne sny.

            Rano Ola i Otor wyruszyli w drogę. Po godzinie drogi poznali Dokę, przemiłą niedźwiedzicę. Doka chciała pomóc Oli i Otorowi, gdyby groziło im niebezpieczeństwo.

            Cała trójka szła tak od 8 godzin. Właściwie, to Otor i Ola "jechali" na grzbiecie Doki.

             - Możemy odpocząć i coś zjeść? -zapytała Ola- Jestem taka głodna.

             - Dobrze. - zgodził się krasnal - poszukamy także miejsca, gdzie moglibyśmy się schronić na noc.

            Zjedli kilka owoców i znaleźli dużą grotę, gdzie mogli się wszyscy schronić. Całą noc Ola nie mogła spać, śniły się jej koszmary. Śniła o strasznych stworach, które goniły ją i chciały zjeść. Śniło się jej tak-

-że, że już nie wróci do domu, ponieważ ktoś zniszczy zwierciadło. Na szczęście to były tylko sny. Następnego dnia cała trójka wybrała się w dalszą podróż. Nagle, po dwóch godzinach drogi, kiedy byli 10km od

Czarnej Góry, coś ich zaniepokoiło. Myśleli, że coś lub ktoś ich śledzi. Po dziesięciu minutach Doka zaczęła biec, bo obecność nieproszonego gościa była coraz bardziej wyczuwalna. Kiedy już myśleli, że 'gość'

sobie poszedł; zaatakowała ich grupka olbrzymów. Byli uzbrojeni w łuki ze strzałami i strzelali w Olę, Otora i Dokę. Ta, powiedziała do dziewczyny i krasnala, żeby pobiegli w bezpieczne miejsce i schowali się tam,

a ona zajmie czymś olbrzymów.

             - Nie! Nie zostawimy cię tutaj samej! - krzyczała przerażona Ola - Biegnij z nami!

             - Zostaw Dokę! - powiedział Otor - Ona sobie poradzi. Jest silnym niedźwiedziem, więc pokona olbrzymów. Później do nas dołączy. Chodź!!!

            Wreszcie Ola pobiegła, zostawiając tym samym niedźwiedzicę samą na 'polu walki'. Razem z krasnalem dziewczyna czy prędzej pobiegła na Czarną Górę. Wspinali się pół godziny. Po wspinaczce Ola

oraz Otor ujrzeli piękne, zdobione zwierciadło stojące w samym "centrum góry". Ola podeszła do niego i wypowiedziała słowa:

             - Chcę wrócić do mojego świata, do Polski! Nawet, jeśli świat nie zawsze jest idealny, chcę tam wrócić! Proszę cię-zwierciadło, przywróć mi mój dom, rodzinę, przyjaciół, którzy zawsze mnie wspierają,

pocieszają w trudnych chwilach... Chcę wrócić do mojego świata!!!

            W tej chwili zwierciadło zaczęło świecić, uniosło się w górę, a potem opadło znów na ziemię. W zwierciadle ukazał się dom Oli, jej przyjaciele, rodzina. Ola wiedziała, że musi wejść do zwierciadła, żeby

wrócić "do siebie", do swojego świata. Nagle w zwierciadle ukazała się Doka: była przebita przez jedną ze strzał. Ola nie mogła powstrzymać łez. W zwierciadle znów ukazała się dom Oli. Nie wiedziała, co ma zro-

-bić. W tej chwili przed dziewczyną ukazała się Doka, a raczej jej duch. Podeszła do Oli, przytuliła ją, a potem wskazała na swierciadło: chciała, aby Ola powróciła do swego świata.

            Ta, pożegnała się z Otorem i Doką. Otor - na pożegnanie - dał Oli jedną z ksiąg oraz rubin z jego sadów.

             - Weż to, żebyś nigdy nie zapomniała o mnie, Doce i naszej krainie. Do zobaczenia!

             - Do widzenia! (Mam nadzieję) - powiedziała Ola i weszła do zwierciadła. Po chwili znów znalazła się w swoim domu, ze swoją rodziną. Była znów w swoim świecie. Ola zauważyła w swoim lustrze Otora.

Powiedział jej, że będzie mogła odwiedzać go. Musi tylko wejść do szafy.

            Dziewczyna cieszyła się bardzo.

            Ola pogodziła się z tym, że rozstanie się ze swoimi przyjaciółkami idąc do innej szkoły niż one.

             Odwiedzała Otora, ducha niedźwiedzicy, Doki i krainę, Nurię kiedy tylko mogła. Nikt nie wiedział o istnieniu Nurii i nigdy się o niej nie dowie, ponieważ jest to tajny sekret Oli.

 Był piękny, letni dzień. Dla Oli Krawczyńskiej ten dzień był naprawdę cudowny, ponieważ właśnie tego dnia miało się odbyć zakończenie roku szkolnego w szkole podstawowej, do

której chodziła Ola.Dla wszystkich dzieci był to dzień szczęścia; dzień, w którym kończył się rok szkolny, a jednocześnie zaczynały się dwa wspaniałe miesiące, podczas których mogły odpocząć

od nauki; od wstawania wcześnie rano; od wcipskich koleżanek oraz dokuczających kolegów. Od rozpoczęcią tych dwóch wspaniałych miesięcy dzieliły je tylko minuty.

            W tej właśnie chwili pani dyrektor wypowiadał ostatnie słowa:

             - ... no, więc dzieci dziękuję wam za dziesięć miesięcy wspaniałej, owocnej nauki i życzę wam udanych wakacji. Życzę wam przede wszystkim wakacji spędzonych w towarzystwie

rodziny, przyjaciół; nawet jeśli byłyby one spędzone w domu, przy niezbyt ładnej pogodzie - czego czywiście wam nie życzę. I życzę wam jeszcze śmiałego powrotu do szkoły i chęci do powrotu

do szkoły. I, tak na koniec - żeby już nie przedłużać - życzę klasie VI wspaniałego rozpoczęcia nauki w gimnazjum - to było ostatnie zdanie wypowiedziane przez panią dyrektor.

            Po jej słowach wszyscy zaczęli klaskać, rozległy się wiwaty, krzyki ze strony 2- go i 3-klasistów. Wszyscy udali się do klas, w których uczyli się w tym roku. Dzieci z zerówki -zamiast

słuchać swojej wychowawczyni- cieszyły się ostatnimi chwilami z zabawkami, które były w ich klasie. W przyszłym roku szkolnym nie zobaczą już tych pluszaków, samochodzików oraz

lalek, którymi bawiły się podczas chwil spędzonych w szkole: są coraz starsi, więc w przyszłym roku szkolnym będą już w pierwszej klasie.

            Klasa szósta - do której chodzi także Ola - była nadzwyczaj smutna. W końcu żegnali się ze swoją szkołą, być może na całe życie. Od razu po wejściu do klasy

wychowawczyni, pani Wrońska zaczęła przemowę;

             - Drogie dzieci, chciałam wam przekazać kilka ważnych słów, które pomogą wam lepiej zacząć naukę w szkole gimnazjalnej. Wiem, że idziecie do różnych szkół, oddzielonych od siebie.

Wiem też, że wiele przyjaźni zostanie rozdzielonych - z tego powodu jesteście pewnie bardzo smutni, może zmartwieni, ale wiem także, że sobie poradzicie na tej nowej drodze życia. Nie mówię

tak, bo chcę was pocieszyć; mówię tak, ponieważ uczę was od kilku dobrych lat, poznałam was, widziałam, jak dorastacie; jak z małych dzieciaczków z zerówki staliście się prawie już dorosłymi

ludźmi. I chcę wam powiedzieć - szczególnie dziewczynom - żebyście nie płakały, ponieważ nie jest to smutna chwila: dzisiaj rozpoczynacie przecież wakacje! Na koniec powiem wam jedno:

kiedy poczujecie smutek, ból, gniew pomyślcie o tych dobrych chwilach przeżytych w podstawówce. Uwieżcie: to naprawdę pomaga... Yyy... No, więc teraz rozdam wam wasze świadectwa:

Julia Adamczyk... Bartosz Dębski... Kamil Górski... Izabela Jakubik... Aleksandra Krawczyńska... Wojciech Kruk... Małgorzata Lembicka... Wiktoria Makowska... ....

            Podczas, gdy pani Wrońska wyczytywała resztę uczniów, Ola ze swoimi przyjaciółkami: Gosią Lembicką, Mają Wrześniak i Julią Adamczyk usiadła w ławce i zaczęła, szeptem rozmawiać

o wakacjach i o tym, co może się wydarzyć po wakacjach; w gimnazjum. Dziewczyny nie cieszyły się, ponieważ każda szła do innego gimnazjum.

            Po rozdaniu świadectw, kilku pamiątkowych zdjęciach i pożegnaniu się z wychowawczynią i pozostałymi nauczycielami Ola i jej przyjaciółki rozeszły się do swoich domów. Niestety nie

mogły spędzić ze sobą więcej czasu, ponieważ każda z nich jechała w inne miejsce: Maja jechała z rodzicami do dziadków, do Szwecji, Julia w pierwszy dzień wakacji jedzie na kolonie, na

miesiąc, Gosia ze swoimi rodzicami stwierdziła, że w wakacje wybiorą się na podróż dookoła świata. Tylko Ola zostaje w domu na całe wakacje, ale akurat w ten dzień jedzie, wspólnie z rodzi-

-cami do sklepu meblowego, żeby kupić nowe meble do jej pokoju. Cieszy się, chociaż bardziej chciałaby pojechać na jakąś wycieczkę, do dziadków, nawet jeden dzień na plaży sprawiłby,

że wakacje Oli  i jej siostry, Pauliny byłyby przyjemniejsze. Niestety, rodzice dziewczyn pracują całe wakacje i nie mogą w ten czas wyjeżdżać. W czas wakacji do domu państwa Krawczyńskich

przychodzi ciocia Oli i Pauli, Hanna. Z nią wakacje są zabawniejsze i dziewczyny mają więcej zabawy, ale to i tak za mało...

            Po zakończonych zakupach rodzina wróciła do swojego domu. Meble miały być przywiezione następnego dnia, więc Ola, jej siostra i mama mają czas, aby zrobić trochę miejsca w poko-

-jach sióstr.

            Kolejnego dnia rano meble były już na miejscu. Tata Oli i jej siostry przestawił meble i zaraz po tym wyszedł do pracy. Pół godziny później mama dziewczyn także poszła do swojej pracy i

siostry zostały same, lecz nie trwało to długo, ponieważ chwilę potem do domu weszła ciotka dziewczynek. wszystkie chwilę porozmawiały, po czym Ola poszła do swojego pokoju, żeby

poukładać swoje ubrania, drobiazgi oraz inne przedmioty w szafach, szufladach i na półkach.

            Po dwóch godzinach prawie wszystkie rzeczy Oli były już w szafkach, na swoim miejscu. Została tylko jedna pusta szafa. Dziewczyna otworzyła ją i już miała zacząć wkładać tam

ubrania, gdy we wnętrzu szafy zauważyła coś podobnego do klamki. Nie wiedziała, co to jest, ale coś podpowiadało jej,żeby weszła do szafy i sprawdziła, co kryje się za tajemniczymi

drzwiami - Ola uważała,że wszystko, co ma klamkę jest albo drzwiami albo oknem. Dziewczyna nie myślała długo: weszła do szafy i pociągnęła za klamkę... Drzwi otworzyły się i Ola wpadła do

miejsca, ktore było za tajemniczymi drzwiami.

            Ola ujrzała piękną krainę;  niebo było bezchmurne, a na nim widniało słońce. To nie było takie zwykłe słońce: wyglądało jak połowa pomarańczy! Drzewa też nie były zwykłe: rosły na

nich, jakby diamenty, rubiny złote sztabki! Ola przeszła kilka kroków. Na krzakach zauważyła pieniądze. To były prawdziwe pieniądze!!! Zamiast kwiatów, na łodygach rosły monety! Ola myślała,

ze to sen, ale gdy otarła oczy cały czas była w pięknej krainie z kosztownościami na drzewach i krzakach.

             - To chyba sen! - mówiła sobie Ola - To nie może być prawda, że pieniądze rosną na drzewach! Na świecie nie ma takich drzew!

            W tej samej chwili koło dziewczyny przeszło kilkadziesiąt małych krasnali. Jeden z nich powiedział do Oli:

             - Hej, czemu tak stoisz?! Weż koszyk i zbieraj, bo nie zdążymy tego wszystkiego zebrać do kolacji!!! ... A tak właściwie: ty jesteś stąd? Nie widziałem cię tu wcześniej.

             -  Nie, nie, nie mieszkam tu. Jestem Ola; z Polski. Co to za miejsce?!? Gdzie ja jestem? - martwiła się Ola.

             - Jestes w Nurii!!! - opowiadał krasnal - A ja jestem Otor. Jesteśmy właśnie w sadzie pieniędzy. Tam, obok jest sad warzyw i owoców, a zaraz potem sad ksiąg. Rosną tam

najciekawsze książki w całej Nurii. Codziennie, z każdego drzewa spadają książki z poprzedniego dnia, a rosną nowe, piękne księgi ze świeżymi okładkami. Nasz król, Saldon jest bardzo hojny

i dobry dla wszystkich mieszkańców Nurii: co dwa dni wysyła grupkę swoich strażników, aby sprawdzili komu w krainie brakuje jedzenia czy ubrań; jeśli komuś czegoś brakuje, król daje

to ze swego pałacu. Takiego króla jeszcze nie mieliśmy: jest miły, uprzejmy, pomocny... tak mógłbym wymieniać cały dzień, ale muszę pracować. Mam pytanie: pomożesz nam? Mamy całe trzy

sady do zebrania, a to i tak nie wszystko! Zbieramy tak codziennie od 120 lat. Wiem, to może się wydawać długo, ale tu, w Nurii czas leci szybciej. Ta praca wydaje się męcząca, ale taka nie

jest. Gdy ktoś chce odpocząc: odpoczywa, kiedy ktoś jest głodny może zjeść coś z naszych zbiorów. Jest tego tak dużo, że starczy dla wszystkich. Nawet, gdyby każdy najadł się do syta, starczy-

-łoby jeszcze dla wszystkich mieszkańców krainy. A, właśnie: jesteś głodna? Jeśli tak, weż sobie kilka naszych owoców. Możesz także wziążć dwa lub więcej owoców i "wcisnąć" je w siebie.

Wtedy połączą się w jeden owoc tworząc nowy smak. Cudowne, prawda?... trochę się zagadałem. Wracam do pracy.

             - Chwila, chwila... Macie tu jakieś sady książek, pieniędzy... żyjecie po 120 lat, a wasze owoce można łączyć?!? Nie, to niemożliwe - mówiła z przekonaniem Ola.

             - To w 100% prawda - powiedział wzburzony Otor - Jeśli mi nie wierzysz, uszczypnę cię. Możesz też zamknąć oczy, powiedzieć: "To tylko sen", a potem otworzyć oczy. Wtedy zobaczysz,

że to prawda.

             - Nie, nie będę zamykać oczu! Nie masz też mnie szczypać! - wrzeszczała Ola - Proszę cię: pomóż mi wydostać się stąd.

             - Ale stąd nie ma wyjścia. Jeśli naprawdę chcesz się wydostać z Nurii, musisz pójść na Czarną Górę. Tam stoi zwierciadło. Stań obok niego i wypowiedz życzenie. Na pewno się spełni.

Muszę cię jednak ostrzec: czeka cię długa droga i niebezpieczeństwa czychające na niej - Otor ostrzegał Olę - Właściwie, to mógłbym ci pomóc, ale nie jestem pewien, czy chcę pójść na Czarną

Górę. Hmmm...

             - Wiesz, jak tam dojść?!? Proszę, pomóż mi, zaprowadź mnie tam! - prosiła dziewczyna - obiecuję, że, gdy wrócę do domu, już nigdy mnie nie zobaczysz i nie będziesz miał problemu.

Proszę!!!

             - No... - myślał krasnal - Dobrze, zaprowadzę cię na Czarną Górę. Tylko musisz mi obiecać jedno: nie będziesz aż tak dużo narzekać.

             - Dobrze. Nie będę narzekać - zgodziła się Ola - Dziękuję ci bardzo.... Może pomogę tobie i twoim kolegom w zbieraniu?

             - Nie musisz się nawet pytać. Weż kosz i zbieraj. Pójdź tam: koło tego drzewa z rubinami - radził Otor - Gdy nam pomożesz, zbierzemy to wszystko w krótkim czasie i nawet na obiad

zdążymy.

             - Dobrze, już biorę się do pracy - powiedziała Ola.

            Po skończonej pracy, Ola oraz krasnale udali się do domów stworzeń. Ola - z racji tego, że była gościem w krainie - udała się do chatki Otora, "króla" krasnali. Miała mnóstwo pytań

związanych z Nurią.

             - Czy są tutaj też inne stworzenia oprócz was?

             - Tak -odpowiedział Otor - są tu olbrzymy, nimfy, mówiące zwierzęta. Każda 'grupa' ma swój wyznaczony teren, na którym mieszkają, mają swoje lasy, sady; pracują. Robią to, co my.

             - Gdzie mieszka wasz król? - dopytywała się Ola.

             - W centralnej części krainy. Król chce mieć blisko do swych poddanych, a z centrum Nurii jest wszędzie blisko.

             - Powiedz mi coś jeszcze o swojej krainie - prosiła dziewczyna.

             - Hmmm... - myślał krasnal - niektóre stworzenia zajmują się magią; wyczarowują sobie jedzenie, pomagają sobie magią przy sprzątaniu, przestawianiu mebli. Nam, krasnalom nie potrzebna jest magia.

Wolimy sami zapracować na to, co jemy; wolimy sami gotować, sprzątać. A jak jest u ciebie, w Polsce? Jest tak, jak u nas, w Nurii?

             - Nie, jest zupełnie inaczej -opowiadała Ola- Mamy sklepy, w których kupujemy jedzenie, mamy samochody, rowery, łodzie, samoloty i inne pojazdy. Jeździmy nimi do szkoły, dorośli do pracy. Są także

szkoły, w których się uczymy. Ja - na przykład - za dwa miesiące idę do gimnazjum-szkoły po szkole podstawowej. Nie cieszę się, bo moje trzy przyjaciółki i ja idziemy do innych gimnazjów. Będę sama wśród tylu

nieznajomych! Nie wiem, jak sobie poradzę...

             - Nie możesz się bać rzeczy i sytuacji, w których nie byłaś, których nie doświadczyłaś. Nie wiesz, jakie są dopóki sama ich nie "sprawdzisz". Najpierw poznaj, jakie jest to, czego się obawiasz. Poznaj

dobre strony tego "gimnazjum" -słowa wypowiedziane przez Otora wzruszyły Olę.

            Po tej rozmowie wszyscy poszli spać. Ola śniła o nowym roku szkolnym, w gimnazjum. Nie były to koszmary, tylko piękne sny.

            Rano Ola i Otor wyruszyli w drogę. Po godzinie drogi poznali Dokę, przemiłą niedźwiedzicę. Doka chciała pomóc Oli i Otorowi, gdyby groziło im niebezpieczeństwo.

            Cała trójka szła tak od 8 godzin. Właściwie, to Otor i Ola "jechali" na grzbiecie Doki.

             - Możemy odpocząć i coś zjeść? -zapytała Ola- Jestem taka głodna.

             - Dobrze. - zgodził się krasnal - poszukamy także miejsca, gdzie moglibyśmy się schronić na noc.

            Zjedli kilka owoców i znaleźli dużą grotę, gdzie mogli się wszyscy schronić. Całą noc Ola nie mogła spać, śniły się jej koszmary. Śniła o strasznych stworach, które goniły ją i chciały zjeść. Śniło się jej tak-

-że, że już nie wróci do domu, ponieważ ktoś zniszczy zwierciadło. Na szczęście to były tylko sny. Następnego dnia cała trójka wybrała się w dalszą podróż. Nagle, po dwóch godzinach drogi, kiedy byli 10km od

Czarnej Góry, coś ich zaniepokoiło. Myśleli, że coś lub ktoś ich śledzi. Po dziesięciu minutach Doka zaczęła biec, bo obecność nieproszonego gościa była coraz bardziej wyczuwalna. Kiedy już myśleli, że 'gość'

sobie poszedł; zaatakowała ich grupka olbrzymów. Byli uzbrojeni w łuki ze strzałami i strzelali w Olę, Otora i Dokę. Ta, powiedziała do dziewczyny i krasnala, żeby pobiegli w bezpieczne miejsce i schowali się tam,

a ona zajmie czymś olbrzymów.

             - Nie! Nie zostawimy cię tutaj samej! - krzyczała przerażona Ola - Biegnij z nami!

             - Zostaw Dokę! - powiedział Otor - Ona sobie poradzi. Jest silnym niedźwiedziem, więc pokona olbrzymów. Później do nas dołączy. Chodź!!!

            Wreszcie Ola pobiegła, zostawiając tym samym niedźwiedzicę samą na 'polu walki'. Razem z krasnalem dziewczyna czy prędzej pobiegła na Czarną Górę. Wspinali się pół godziny. Po wspinaczce Ola

oraz Otor ujrzeli piękne, zdobione zwierciadło stojące w samym "centrum góry". Ola podeszła do niego i wypowiedziała słowa:

             - Chcę wrócić do mojego świata, do Polski! Nawet, jeśli świat nie zawsze jest idealny, chcę tam wrócić! Proszę cię-zwierciadło, przywróć mi mój dom, rodzinę, przyjaciół, którzy zawsze mnie wspierają,

pocieszają w trudnych chwilach... Chcę wrócić do mojego świata!!!

            W tej chwili zwierciadło zaczęło świecić, uniosło się w górę, a potem opadło znów na ziemię. W zwierciadle ukazał się dom Oli, jej przyjaciele, rodzina. Ola wiedziała, że musi wejść do zwierciadła, żeby

wrócić "do siebie", do swojego świata. Nagle w zwierciadle ukazała się Doka: była przebita przez jedną ze strzał. Ola nie mogła powstrzymać łez. W zwierciadle znów ukazała się dom Oli. Nie wiedziała, co ma zro-

-bić. W tej chwili przed dziewczyną ukazała się Doka, a raczej jej duch. Podeszła do Oli, przytuliła ją, a potem wskazała na swierciadło: chciała, aby Ola powróciła do swego świata.

            Ta, pożegnała się z Otorem i Doką. Otor - na pożegnanie - dał Oli jedną z ksiąg oraz rubin z jego sadów.

             - Weż to, żebyś nigdy nie zapomniała o mnie, Doce i naszej krainie. Do zobaczenia!

             - Do widzenia! (Mam nadzieję) - powiedziała Ola i weszła do zwierciadła. Po chwili znów znalazła się w swoim domu, ze swoją rodziną. Była znów w swoim świecie. Ola zauważyła w swoim lustrze Otora.

Powiedział jej, że będzie mogła odwiedzać go. Musi tylko wejść do szafy.

            Dziewczyna cieszyła się bardzo.

            Ola pogodziła się z tym, że rozstanie się ze swoimi przyjaciółkami idąc do innej szkoły niż one.

             Odwiedzała Otora, ducha niedźwiedzicy, Doki i krainę, Nurię kiedy tylko mogła. Nikt nie wiedział o istnieniu Nurii i nigdy się o niej nie dowie, ponieważ jest to tajny sekret Oli.

 

 

Ku radości narodu!

Ja, wierny sługa Pana swego,
nadworny panicz
i ulubiony przyjaciel
Księcia ziem pomorskich
hrabia Łukasz Rosalewski syn Dariusza
chciałbym obwiescić szlachetnym mieszkańcom Pomorza,
iż w Roku Pańskim 1423,
a dnia 26 maja w godzinach wieczornych
powraca z rocznej wyprawy nasz Mości Panujący Książę.
Z tej właśnie okazji odbędzie się
w oranżerii pałacowej
huczne przyjęcie powitalne.
Im więcej Państwa raczy zaszczycić nas swą obecnościa,
tym większa radość w sercu Księcia się objawi.

Zaproszenie

Ogłaszam wszem i wobec,
iż w dniu 6 lipca 1812r. porze późno popołudniowej
odbędzie się na włościach mych Dworu Soplicowego,
pośród zieleni ogrodów i w cieniu sadów.
Ucztowanie na celu ma połączenie dwóch od wieków skłóconych rodów,
więc nie zabraknie pieczonej dziczyzny,
pitnego miodu oraz swawolnych tańców do białego rana.
Rad będę gdy pojawią się wszystkie zaproszone miłościwe Damy
oraz łaskawi Panowie.

Z wyrazami szacunku
Mości Marcin Rosalewski

A oto jak uczniowie widzą swoją szkołę:

Idąc rano do Dziesiątki
Liczę, że dostanę same piatki
W naszej szkole uczą nauczyciele, którzy mają zalet wiele.
I historia i fizyka,
ale najlepsza matematyka.
A na polskim dużo krzyku, że Kopernik mieszkał w Meksyku.
Z matmy dużo ocen mamy,
bo się z Panią uwielbiamy.
Idąc na przerwę często zmęczony,
po kilku minutach jestem rozpromieniony.
Salę gimnastyczna mała mamy,
ale w klaustrofobię nie popadamy.
Mamy bardzo obfite obiadki
brzuszki czekają na dokładki.
To już koniec o Dziesiątce opowieści,
która na Gościnnej się mieści.